- Europejskie giełdy na solidnych plusach
- Euforia na giełdach po interwencji wielkich banków. Złoty i euro gwałtownie rosną!
- Banki centralne wkraczają do akcji. Euforia na giełdach
- Rynki w euforii. Będzie dużo tanich dolarów do pożyczenia
- Na GPW tak nie było od końca września
Po pierwsze Główny Urząd Statystyczny ogłosił, że PKB wzrósł w III kwartale 2011 roku o 4,2% r. Jest to o tyle dobra informacja, że analitycy spodziewali się wzrostu raczej w okolicach 4%. Jak wskazano w komunikacie głównym czynnikiem wzrostu PKB był popyt krajowy. Wpływ eksportu na wzrost PKB wyniósł tylko 1,0 pkt. proc.
| Produkt krajowy brutto w III kwartale 2011 r. – szacunek wstępny http://www.stat.gov.pl/cps/rde/xbcr/gus/PUBL_rn_produkt_krajowy_brutto-3k_2011-szac_wst.pdf |
Jednak sam fakt podania całkiem optymistycznych wyników gospodarczych za III kwartał nie wywarł wpływu ani na rynki ani na wartość złotówki. Potrzebny był do tego porządny międzynarodowy kopniak.
Kopniakiem tym było skoordynowane działanie największych banków: Amerykańskiej Rezerwy Federalnej (FED), Europejskiego Banku Centralnego oraz banków centralnych Anglii, Japonii, Kanady i Szwajcarii. Ich decyzją, od 5 grudnia obniżone zostają swapy dolarowe dla banków wysokości 50 punktów bazowych. Upraszczając, oznacza to, że potaniały międzybankowe pożyczki w dolarach. Banki centralne mogą po prostu udzielić pożyczek bankom komercyjnym w dolarach po niższej cenie.
O ile pierwsza informacja wywołała 2% wzrost indeksu WIG20, to nastroje na giełdzie po informacji banków centralnych najlepiej można określić świątecznym zakupowym szaleństwem (też nie lubicie wtedy chodzić do galerii handlowych?). Cytując jeden z artykułów: WIG20 poszybował 3,5 proc. Niemiecki DAX wystrzelił prawie 5 proc. w górę. Ponad 4 proc. zyskują giełdy w Madrycie i Mediolanie.
I takie nastroje utrzymały się do zamknięcia giełd.
Osobiście uważam, że mamy do czynienia, jak to określiłem wcześniej, z zakupowym szaleństwem. Inwestorzy weszli do galerii handlowej i wszędzie widzą promocje, z których bardzo chcą skorzystać. Taki trochę inny Black Friday. Po świętach jednak może się okazać, że kupiliśmy rzeczy, które ani na prezent się nie nadawały, ani nam się nie przydadzą. Dziś byłbym raczej ostrożny z masowymi zakupami na giełdzie - chociaż, co pragnę zaznaczyć, mówię z pozycji osoby fizycznej, dla której każdy pieniądz się liczy. Mam raczej nadzieję wykorzystać umacnianie się złotego do zakupu dewiz. Ciągle chodzi mi po głowie dokupienie paru koron norweskich... :)
Pozdrawiam :)